Mostrando entradas con la etiqueta viña del mar. Mostrar todas las entradas
Mostrando entradas con la etiqueta viña del mar. Mostrar todas las entradas

lunes, 6 de octubre de 2014

Magia, magia, magia!

Jakis czas temu, mialam niesamowita mozliwosc spelnienia swoich marzen. Zupelnie przypadkiem. To chyba wlasnie ten element zaskoczenia sprawia, ze niektore rzeczy sprawiaja nam jeszcze wiecej frajdy. Opowiem dzis historie o tym, jak zostalam kopciuszkiem na dwa dni. Nie ma tu romantycznego happy endu. Jest za to magia. 
Pewnego czwartkowego wieczora, gdy mialam juz wychodzic znowu za pozno z pracy a Juan byl w podrozy do La Serena, zadzwieczal moj telefon dajac znak, ze przyszla wiadomosc na messenger facebookowy. O tej porze?? Przeciez o tej porze Polska spi. Sprawdzilam szybko, stojac juz w drzwiach kancelarii wiadomosc i czytam "Czesc Karola, jestesmy w Buenos, jutro bedziemy w Santiago na chwile, moze chcesz sie spotkac?". Kto? Nie wiem. Jutro? Nie moge, pracuje. Gdy wrocilam do domu, porozmawialam chwile z tajemniczym nadawca wiadomosci i wszystko stalo sie jasne. Galkowo (google it! :)) jak zwykle polaczylo ludzi. Nastepnego dnia rano szybko dogadalam sie z szefem, mowiac mu jaka jest sytuacja i... dostalam wolne bez wolnego. Czyli nikt mi pensji nie obcial a nie przyslugiwaly mi wciaz wakacje, wiec ich tez nikt nie odliczyl. To juz pierwszy magiczny element tej historii.

lunes, 15 de septiembre de 2014

Weekend w Valparaiso

To juz moja druga wizyta w Valpo, jak miasteczko to nazywaja leniwie miejscowi. O miescie portowym pisalam juz wczesniej tez i na blogu. Tym razem jednak przyjrzalam sie temu miejscu lepiej i... zakochalam sie. Czyli zupelnie inne wrazenia wynioslam z tej wyprawy weekendowej. W sobote postanowilismy sie zgubic na wzgorzach i dac poniesc tam, gdzie nas zaprowadza strome uliczki. Zaczelismy spacer obowiazkowo od wjazdu jedna z licznych, utrzymywanych przez miasto, wind. Windy sa stare, sprawiaja wrazenie ledwo dzialajacych i jakby mialy im zaraz liny puscic a my mielibysmy spasc z impetem na sam dol i zakonczyc wycieczke w budce kontrolera. Widok na ocean, port i Viña del Mar w otoczeniu pieknych starych domow. To lubie. Za pierwszym razem mialam wrazenie, ze to okropnie biedne miejsce i strasznie smutne pomimo kolorowych domkow i wszechobecnego dosc artystycznego graffiti. Coz, dalej uwazam, ze jest biedne. Bo jest. Taka prawda. Jednak sa miejsca gdzie widac pieniadze i gust. Nie brakuje knajpek, kawiarenek, modnych sklepikow z recznymi wyrobami, domowymi wypiekami i hipsterskich dodatkow.