Jakis czas temu, mialam niesamowita mozliwosc spelnienia swoich marzen. Zupelnie przypadkiem. To chyba wlasnie ten element zaskoczenia sprawia, ze niektore rzeczy sprawiaja nam jeszcze wiecej frajdy. Opowiem dzis historie o tym, jak zostalam kopciuszkiem na dwa dni. Nie ma tu romantycznego happy endu. Jest za to magia.
Pewnego czwartkowego wieczora, gdy mialam juz wychodzic znowu za pozno z pracy a Juan byl w podrozy do La Serena, zadzwieczal moj telefon dajac znak, ze przyszla wiadomosc na messenger facebookowy. O tej porze?? Przeciez o tej porze Polska spi. Sprawdzilam szybko, stojac juz w drzwiach kancelarii wiadomosc i czytam "Czesc Karola, jestesmy w Buenos, jutro bedziemy w Santiago na chwile, moze chcesz sie spotkac?". Kto? Nie wiem. Jutro? Nie moge, pracuje. Gdy wrocilam do domu, porozmawialam chwile z tajemniczym nadawca wiadomosci i wszystko stalo sie jasne. Galkowo (google it! :)) jak zwykle polaczylo ludzi. Nastepnego dnia rano szybko dogadalam sie z szefem, mowiac mu jaka jest sytuacja i... dostalam wolne bez wolnego. Czyli nikt mi pensji nie obcial a nie przyslugiwaly mi wciaz wakacje, wiec ich tez nikt nie odliczyl. To juz pierwszy magiczny element tej historii.